To znowu ja :)
Przepraszam za moją dłuższą nieobecność, lecz początek roku był dosyć zakręcony i przepełniony przeróżnymi poprawami sprawdzianów, testów itd.
Przepraszam za moją dłuższą nieobecność, lecz początek roku był dosyć zakręcony i przepełniony przeróżnymi poprawami sprawdzianów, testów itd.
Dziś chciałabym poruszyć temat samookaleczenia się.
Wiem, że mnóstwo osób w moim wieku to robi. Pomyślałam może uda mi się tą notką jakoś zapobiec tej głupocie, a raczej nie radzeniu sobie z codziennymi problemami i szukaniu "odskoczni".
Możecie mówić, że nikt Was nie rozumie, że jesteście sami, ale na uwadze należy mieć iż to tylko wymówka.
Jeszcze niedawno myślałam, że kaleczenie się jest dla ludzi twardych, którzy potrafią znieść wielki ból, lecz z czasem osoby w moim otoczeniu uświadomiły mi, że tną się TYLKO ludzie słabi. Każdy ma jakieś swoje drobne problemy, rzeczy które sprawiają przykrości, ale...
Czy warto jest zamknąć się w sobie, nie dopuszczać do siebie żadnej pozytywnej myśli i robić sobie zbędne rany na ciele?
Czy nie lepiej wyjść do lasu i porządnie się wykrzyczeć jakie to życie jest okrutne, niesprawiedliwe?
Nigdy się nie kaleczyłam ponieważ żyje w przekonaniu, że to nic mi nie da, niczego nie zmieni prócz jednego zwiększy tylko ból.
Zanim jednak weźmiemy, nóż, żyletkę czy coś równie ostrego proponowałbym przed zrobieniem tych kilku kresek zastanowić się czy to na prawdę ma sens i czy warto. Jeśli ten post nic Wam nie uświadomił zachęcam do obejrzenia tego ➡ SAMOOKALECZANIE
Zanim jednak weźmiemy, nóż, żyletkę czy coś równie ostrego proponowałbym przed zrobieniem tych kilku kresek zastanowić się czy to na prawdę ma sens i czy warto. Jeśli ten post nic Wam nie uświadomił zachęcam do obejrzenia tego ➡ SAMOOKALECZANIE
